flesh is good

sobota, 23 stycznia 2010
"Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością."
(J 13, 35 tłum. Liga Biblijna)

Pewne rzeczy z Biblii rozumiem bardzo prosto i dosłownie. Szczególnie przytaczane wypowiedzi Jezusa, mają dużą siłę rażenia jeśli chodzi o moje serce. Jeśli czytam coś takiego, a potem spotykam ludzi którzy nazywają sami siebie chrześcijanami, to zaczynam się zastanawiać na ile chrześcijanie są uczniami Jezusa. Tu nie chodzi o rozpływanie się w sentymentalnych uniesieniach, ale o bardzo konkretne kryterium weryfikacji. Rozglądając się w okół, bo poniekąd mieszkam w chrześcijańskim kraju, zastanawiam się gdzie jest ta miłość?

Moja teza brzmi: nie ma jej. Tak zwani chrześcijanie kierują się zupełnie innymi wartościami. Pytam się więc sam siebie, o co tu właściwie chodzi. Trafna diagnoza jest bowiem warunkiem uzdrowienia.
Biblia jest o tyle fajna, że pokazuje pewne reguły i zagrożenia aktualne również dzisiaj. Wygodnie jest uznać, że to żydowscy przywódcy religijni doprowadzili do zamordowania Jezusa. Trochę trudniej już zastanowić się czy współcześni uczynili by inaczej.

Co widzę w centrum zainteresowań współczesnego chrześcijaństwa, zarówno w wydaniu katolickim jak i protestanckim? Przede wszystkim prymat walki z ciałem jako siedliskiem grzechu. To nie miłość stoi w centrum zainteresowań chrześcijanina, ale to czy przypadkiem nie ma grzesznych myśli i pragnień. Różne wyznania mają tu swoje sposoby na przekonanie swojego wiernego, że należy do grona świętych, duszków którym udało się oderwać od grzesznej materii. W katolicyzmie będą to tzw. sakramenty, w protestantyzmie posłuszeństwo Słowu Bożemu, u charyzmatyków wspólne przeżywanie duchowych uniesień. Efektem tego jest postępujące odrealnienie i różnego rodzaju konflikty wewnętrzne, spowodowane faktem że choćby nie wiem jak się człowiek starał, to ciało z jego popędami pozostanie integralną częścią jego natury. Pora powiedzieć to głośno, TAK JESTEŚMY OGRANICZENI I ŻYJEMY W OGRANICZONYM ŚWIECIE. Do końca swojego życia będziemy popełniać różnego rodzaju błędy i Bóg doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Naszym celem nie powinna być nasza indywidualna doskonałość, ale miłość która jest możliwa tylko w relacji do innych. Człowiek jest wewnętrznie rozdarty, ponieważ w ciele zwierzęcia nosi cząstkę absolutu, i ja rozumiem że chciałby je przezwyciężyć, ale w tym życiu jest to niemożliwe. Zauważmy też że Jezus zmartwychwstał w ciele, jadł i pił, więc ciało nie jest czymś poza nami, ale my jesteśmy również ciałem. Jeszcze raz, to nie tak jak się wydaje niektórym wielce uduchowionym osobom, że posiadamy ciało, ale my jesteśmy ciałem. I ono jest dobre. Wszystkie jego popędy są dobre. Przy tym ono zawsze będzie niedoskonałe, przynajmniej do zmartwychwstania. Problem więc nie w tym jak oszukać samego siebie, by wydawało mi się że już tą doskonałość osiągnąłem, ale by postawić miłość w centrum swojego życia. Faryzeusze byli ludźmi skoncentrowanymi na własnej doskonałości i pewnie nawet zrobili wiele kroków w jej kierunku. Byli dla zwykłego żyda kimś takim jak dzisiaj zakonnik dla katolika. Dziwne jednak że to właśnie oni zgrzytali zębami gdy słyszeli naukę Jezusa. Jezus podważał cały ich system myślenia, wszystkie ich dążenia i wysiłki okazywały się jednym wielkim kłamstwem. Bo Bóg nie chce byśmy byli doskonali, Bóg chce byśmy uczyli się kochać. Całym sercem, całym umysłem, ze wszystkich sił.

1 komentarze:

Laura pisze...

Demaska na całego.
Mi słowa Jezusa jakoś zawsze "dziwnie" nieprzystawały do chrześcijaństwa, które znam.

Prześlij komentarz