.png)
Tradycje to środowiska w których się wychowuje człowiek i ustrukturyzowanie się ich w światopoglądzie. To nic innego jak rozwinięcie swoich możliwości patrzenia na świat przez charakter myśli jakie istniały podczas jego dzieciństwa. Umysł zamknięty w tradycji nie jest niczym złym ani niebezpiecznym dopóki nie chce jej narzucać innym lub przez nią pogardzać inne tradycje. Trzeba być dla siebie wzajemnie wyrozumiałymi, skoro każdy z nas ma swoje tradycje.
Ja mówię ze stanowiska nie zamkniętego w jednej tradycji. Nie wiem na ile jest to dobre i korzystne dla mojej duszy i umysłu względem do tych którzy znajdują swoje miejsce w danym zbiorowisku. Jednak wzrosłam w otwartości na różne tradycje i to zdaje się kształtuje mój umysł troszkę w innym spojrzeniu. Wobec każdej tradycji w której się rozwijałam lub rozwijam czułam i czuję zachwyt oraz zainteresowanie (razem pasję). Zdaje mi się że rozwijanie się w ten sposób pozwala mi spojrzeć z boku oraz zrozumieć przywiązywanie się i chęć ludzi obok mnie do powielania swoich tradycji. Takie spojrzenie nie jest na pewno proste, bo historia mojej rodziny mocniej wiąże się z katolicyzmem i od małego widziałam problemy i owoce tej właśnie wspólnoty. A wiadomo każda grupa związana jest wspólną historią, specyficznym klimatem i danymi problemami. Od dziecka mój tata otwierał mnie na filozofię innych krajów i kultur a mama na serca i wrażliwość. Rodziny też nie mam jednolitej pod względem kulturowo-religijnym. Plusem i minusem w takiej sytuacji, gdzie nie jestem przywiązana mocno do żadnej tradycji, jest mój brak sentymentalizmu i możliwość pozwolenia sobie wolnego spojrzenia. (To tak jak zakochana, co dopiero po odkochaniu- oddzieleniu się emocjonalnie od wspomnień (sentymentów) może zobaczyć co ją gubiło w związku a co dodawało skrzydeł, a w co niekoniecznie chciała kiedyś uwierzyć).
Przede wszytskim dzisiaj, gdy obracam się w chrześcijańskich kręgach wyznaniowych szukam ludzi. Interesuje mnie ich wzrastanie na podstawie ustalonych zasad, panujących relacji i historii. Ciekawi mnie jak potrafią się łączyć we wspólnej tęsknocie Miłości i akceptacji, albo też innych, nie dających się dziś dla mnie zrozumieć celach.. :) Łatwo wyodrębnić w nich podstawową tęsknotę człowieka co sprawia że mogą iść w dwóch kierunkach. Dobrym lub złym. I tu bardzo ciekawie się robi w zależności od świadomości i rozwoju ludzi tworzących taką wspólnotę. Ludzi wyrastających z jednej tradycji.
Śmiało zakładam, że jeżeli człowiek nie jest idealny to również grupy jakie tworzy również nie są. Wiążący się wspólną tradycją ludzie tworzą twory mniej lub bardziej oddychające. Każdy z nich na bieżąco potrzebuje moim zdaniem mądrych głów mogących udźwignąć skomplikowanie relacji w danej wspólnocie. Tutaj też mogą się przydać inne, całkiem odmienne tradycje by móc zauważyć błędy które najczęściej prowadzą do zamykania potencjału człowieka. Do umierania zrośniętej tkanki ludzi.
Zastanawiam się i dochodzę do założenia że im bardziej tkanka ludzi wiąże się między sobą Miłością, tym bardziej serca tych ludzi otwierają umysły na inne serca. Konsekwencją takiej postawy w Miłości, będzie odniesienie się do innych, też całkiem odrębnych tradycji, w sposób tolerancyjny i postępowy. Czyli też porównanie jednej wspólnoty z drugą by móc wyodrębnić swoje błędy i żyć lepiej. A do tego z założenia dąży większość wyznań. Nie uważam by którakolwiek z religii miała prawo do Miłości, prawdy czy zbawienia. Ale uważam, że na taką postawę mojego umysłu pozwala mi tylko Miłość. Wszystkie jakiekolwiek tradycyjne środowiska będą kształtowały się pozytywnie tylko w najprostszych i fundamentalnych prawach: prawdy, wyrozumiałości, pokory, chęci pracy ... > Miłości. Czyli łączy nas wszystkich niezbita podstawa, która zdaje się być twardsza od ludzkich doktryn czy zasad.
Dlatego gdy mówię o religiach - czyli sposobie odnoszenia się do sfery sacrum nie ograniczam ich do jednej kultury życia ograniczonej południkami, tylko o uniwersalnej Miłości, która przede wszystkim szanuje człowieczeństwo w której zawarty jest Duch Boga. Ten szacunek przez Miłość daje zrozumieć że człowieka i jego możliwości umysłu kształtuje środowisko, a jego sentymentalizm rozwija w nim pasję dla danego nurtu. Pasję dla rozwoju w danym środowisku ludzi, których problemy rozumie i które może razem z nimi rozwiązywać. Chęć przynależności przecież jest dobra, naturalna i budująca. A religia w takim wypadku jest daną możliwością człowieka do znalezienia w sobie i w życiu Boga.
Składam to myślenie w zdanie Chrystusa: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania." (J 14,15)
Dziękuję Ci Ojcze że pozwalasz. Za to że się nie zamykasz, że Jesteś Który Jesteś.
Amen.
4 komentarze:
Zastanawiam się, co właściwie składa się na tradycję, o której piszesz? Rozumiem, że masz na myśli tradycje religijne. Etyka, rytuały, światopogląd?
Powinnam była zaznaczyć o co mi chodzi dokładnie. A więc bardzo słownikowo : "Tradycja - zasady postępowania, obyczaje, poglądy, wiadomości przechodzące z pokolenia na pokolenie (...)". Ze słownika j. polskiego PWN :) lub "(1.1) przekazywanie z pokolenia na pokolenie zasad, obyczajów, poglądów" Wikisłownik.
Tutaj traktuję tradycje jako narzędzia do patrzenia na świat. Kształtują umysł i zarazem odbiór rzeczywistości. Jak patrzenie przez dziurkę od klucza - Każda teologia/tradycja ma inny kształt, ale patrzą na to samo.
Na to samo... . Jeśli chodzi o naturę może tak. Ale czy kultury nie tworzą ludzie? Może więc dla różnych ludzi być zupełnie różna. Choć są pewnie pewne naturalne ograniczenia, które uniemożliwiają całkowitą dowolność. Jednak warto zdać sobie sprawę, że sami tworzymy rzeczywistość, którą później próbujemy zgłębić jako obiektywną.
Nie wiem czy nie patrzysz zbyt idealnie i życzeniowo na te "tradycje" czy "religie". Rzeczywistość nie charakteryzuje się harmonią i skończonością, ale raczej dwuznacznością i paradoksami. Lepiej wyjdź od konkretnego jej wycinka i spróbuj rozsmakować go na języku swojego intelektu, może coś Ci też w temacie ogólnych reguł objawi. Bo mi się wydaje jak byś unosiła 5 cm. nad tym, co właściwie chcesz powiedzieć.
No na pewno tworzę sobie jakąś rzeczywistość, ale to nie znaczy że za wszelką cenę uważam ją za doskonałą, raczej chwilową;)
Bardzo mnie wciąga ten temat i cały czas go analizuję w głowie, więc może za jakiś czas spojrzę na to szerzej i wtedy Ci nazwę to co dziś tylko czuję.
tak nawet 5,5 cm. postaram się jakos to poredagować w przyszłości w czasie 'wolnym'
Prześlij komentarz