Porozmawiajmy

piątek, 19 lutego 2010

"Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty!" Gal 1,8
Ten fragment wyjątkowo poraził mnie swoją siłą gdyż wychowałam się w katolicyzmie i od razu zrównałam go z tą instytucją. Każdy z nas ma możliwość szukania prawdy, więc od razu rzuciło mi się w twarz całe zakłamanie i strach który napędza zniekształcanie nauki Chrystusa. Zauważyłam kłamstwo.
Gdy to pisze mam poczucie wyrozumiałości dla niezrozumienia i oburzenia się każdego katolika który konfrontuje się z moim stwierdzeniem Nie chcę być w żaden sposób natarczywa bo wierzę w poczucie prawdy i rozsądek każdego z nas. Dodatkowo tę sprawę uważam za delikatną.
Zależy mi jednak na ludziach a nie na instytucjach więc kontynuuję.
Co jak co, sama doświadczyłam że nie ma co się bać i ograniczać Boga do tego jak go sobie wymyślamy w głowie. I nie ma co zamykać Go w naszych stereotypach czy strachu. Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Mt 10,34 A więc mamy broń na kłamstwo i obowiązek życia w prawdzie. Lek na strach i stereotypy.

Myślałam nad tym co tutaj napisać i doszłam do wniosku że lepiej w tym przypadku by było gdybyśmy razem wyciągnęli to co ten fragment porusza w naszych sercach i mózgach.
W ten sposób zależy mi na poruszeniu myślenia i otwarciu się na Boga tych, którzy boją się wyjść poza strukturę KK. Może tacy tutaj też zaglądają, mam taką nadzieję.

Zachęcając do rozmowy poruszę kwestię dojrzałości i podjęcia odpowiedzialności za to kim jesteśmy. Każdy nowonarodzony w Chrystusie ma poczucie że jest dzieckiem. Dostaje od Boga dużo Miłości, energii i nadziei. Ma w Bogu czas wyjątkowo "słodkiego życia". Ale taki stan nie trwa wiecznie i nie ma co go na siłę przedłużać. Nie okłamujmy się. Kiedyś trzeba zacząć dorastać. Zauważyć zło i dobro, podjąć walkę o swoje życie.
Gdym był dziecięciem, mówiłem jako dziecię, myślałem jako dziecię, rozumiałem jako dziecię, lecz gdym się stał mężem, zatarłem te rzeczy, które dziecinne były. 1 Kor 13,11
A więc jest czas podjąć wyzwanie dojrzewania, kształtowania charakteru, rozróżniania owoców bożych i złych oraz podjęcia naszego powołania na ziemi jak również ewangelizacji. To kształtowanie się do dojrzałości zobowiązuje nas, moim zdaniem, do odpowiedzialności za to co popieramy i w co wierzymy. Do świadomości gdzie w naszym życiu tracimy siebie i jaki mamy osobisty kontakt z Bogiem. I na tą odpowiedzialność dostaliśmy miecz od Chrystusa. Miecz Słowa Prawdy. Nie można być wiecznie dzieckiem.
Chyba nie aż taka szkoda :)

18 komentarze:

romantka pisze...

Jak już się wyjdzie ze "stereotypów i strachu" ze swoim postrzeganiem Boga, to zaczynają się następne schody. Zawsze są jakieś i zawsze na końcu schodka okazuje się, że walka ta była skierowana na wszystkich i wszystko dookoła, a powinna być w lustro.
Nie wiem czy każdy następny schodek jest wspólny czy ludź pojedynczy może sobie sam go zatytułować.

Dla mnie dorosłość zaczęła się wtedy kiedy zrozumiałam to właśnie. Zawsze czeka ściana do wdrapania się czy przebicia. Można długo tkwić na tym samym schodku, można na nim umrzeć, nigdy nie wiadomo, wszystko zależy od Ciebie.

No i weś człowieku przy tym wszystkim nie zapomnij że Bóg jest i Cie kocha... bo cóż więcej trzeba do zrelaksowania duszy niż te cztery słowa...?

Ivah pisze...

Zawsze można się zagrzewać "pasją Miłości" :D

Poruszyłaś coś z czym się oczywiście zgadzam. Nie wzięłam pod uwagę, że każdy ma inną drogę i inaczej dojrzewa. Co nie zmienia faktu, że dojrzałość do czegoś zobowiązuje.
To że się trzeba mierzyć z lustrem to (ufff) prawdziwa sztuka. Ja jakoś niedawno to zrozumiałam. To sprawiło że świat nabrał innych kolorów. Dostałam "zestaw małej malarki". Zauważyłam że bezowocne jest osądzanie i skupianie się nad innymi, a prawdziwym skarbem dla kogoś jest prawdziwe świadectwo. A więc dobrze nabierać mądrości spotykając ciężkich ludzi niż w frustracji próbować ich zmienić.

A co do tkwienia na jednym schodku wydaje mi się że to mało jest dorosłe. Bo o dojrzewaniu mówię gdy kocham, otwieram się na Miłość. A takie siedzenie to.. hmm, egoizm?

Anonimowy pisze...

Droga Ivah,

Cytujesz przekleństwo Pawłowe i piszesz, że "Ten fragment wyjątkowo poraził mnie swoją siłą". Ja bym raczej teraz musiał powiedzieć, że to przekleństwo wydostało się z ust człowieka, który nie zrozumiał jeszcze do końca, na czym polega miłość. Poraził mnie swym egocentryzmem. Jak wiemy, naucza on w swym hymnie o miłości, że miłość jest taka i taka, a następnie przeklina tylko dlatego, że ktoś nie zgadza się z jego zdaniem.

Gdy odszedłem z KK, wielokrotnie powoływałem się na tę wypowiedź. Walczyłem w imię swego egoizmu powołując się na egoizm Pawła. Teraz przejrzałem, przestałem być "dziecięciem" walczącym w imię poglądów, doktryn, za religię itp. Zobaczyłem, że prawda jest prosta jak sam Bóg i jego królestwo.

Aby poznać tę prostotę, należy jedynie pozostawić wszystko. Naprawdę wszystko. Dopiero przy takiej postawie pojawia się Bóg w swej prostocie, świętości i doskonałości. Przynosi pokój, radość i miłość. On wybaczył mnie, a ja wybaczyłem wszystkim inaczej postępującym i inaczej myślącym. Wybaczam także Pawłowi, ale naśladować go - nie zamierzam.

Chrystus jest rewolucyjny. Przynosi miecz, abyśmy nim odcięli swe przywiązania. Do kultury, do religii, do pragnienia zmieniania świata. Gdyż jego królestwo nie jest z tego świata. On przyszedł powołać tych, którzy chcą zmienić siebie samych. Bo "cóż człowiekowi pomoże, choćby cały świat zdobył (dla swych poglądów), a na swojej duszy szkodę poniesie?" Na swojej duszy. Na SWOJEJ. To nie egoizm, lecz nauka Chrystusowego miecza.

Pozdrawiam Cię Ivah, (ukłony dla romantki:)
Ryszard

Ivah pisze...

Ryszardzie, bardzo cieszę się że się sobą dzielisz :)
Na co dzień kształtuję się w takim myśleniu o jakim mówisz, ale Twoje spojrzenie jest głębsze o doświadczenie. Faktycznie, właśnie dojrzałam to o czym mówisz. Dziękuję. To wielka sztuka patrzeć tak prosto.

Tylko nachodzą mnie dalej wnioski, że spotkałam ludzi potrafiących przewartościować to co mówił Chrystus na swoją korzyść. Trudno mi było dotychczas wyrobić sobie postawę wobec życia (młoda jestem:)). Jak mam patrzeć i co robić wobec zła? Jak kształtować swoje myśli by nie maskowały równowagi jaką mam w sobie.

I tu chyba mogę powiedzieć że są tacy co wykorzystują PS do zła. Po prostu powołując się na Boga głosi zło. Co uważasz o takiej sytuacji? Jaką przyjmujesz postawę? Bo przecież pewne nauki zbierają swoje żniwo w ludziach.

Anonimowy pisze...

Przestańcie proszę wyśmiewać się z instytucji Kościoła!Bez katolicyzmu nie byłoby Polski!Tylko w Kościele jest nasze zbawienie,a w Matce Bożej nadzieja i otucha!Kto tego nie pojmuje izoluje się od Boga!Pamiętajcie,że jest wiele środowisk chcących skompromitować Kościół!Te rozdmuchiwanie niby afer pedofilskich,których wcale nie było to robota wiadomych sił...Amen!(Tymoteusz)

Anonimowy pisze...

Boże chroń Kościół!

Laura pisze...

Ja też dorzucę swoje 3 grosze.
Paweł lubił tak drastycznie, radykalnie się wypowiadać. Mnie to też razi, bo wszyscy prawie dziś jesteśmy dziećmi poprawności politycznej i tolerancji prawie bez granic ;D a nie płomiennych dysput.
Więc zastanawiam się, czy nie byłoby to nadinterpretacyjną manipulacją, jeśli uznałoby się ten fragment jako wyraz jego wielkiej troski wobec Galatów, którzy do Ewangelii dodali ludzką naukę, wracając do starego przymierza i niwecząc tym samym dzieło Jezusa, które Paweł był im przyniósł.

Trochę go poniosło z tym przeklinaniem, fakt... ale weźmy na usprawiedliwienie specyfikę jego retoryki i jego intencję. I w tym kontekście już nie będziemy mieli chyba podstaw do wyzywania go od egoistów ani do zarzucania mu brak konsekwencji i miłości.

To właśnie jego miłość przemówiła.

Laura pisze...

Jezus zresztą miał podobny sposób wyrażania się. I nikt z nas nie zarzuciłby mu, że był podłym wichrzycielem mówiąc, że przyszedł przynieść nie pokój a miecz, że trzeba w nienawiści mieć rodzinkę, że okazał nieczułość i stronniczość, bo nie chciał z początku wysłuchać kobiety kananejskiej itp. Wiemy, czy raczej domyślamy się, co miał na myśli, biorąc pod uwagę całokształt jego wypowiedzi.
A Pawłowi się dostało.

klasyk pisze...

Bardzo cenne w mojej opinii te 3 grosze Laury :D Krótko mówiąc zgadzam się, uważam Pawła za wspaniałego człowieka, którego Bóg użył by otworzyć objawienie, które pierwotnie otrzymali Żydzi, zuniwersalizować je. Ciężko przecenić ten fakt. A że był człowiekiem, żadnym "świętym", więc trzeba jego słowa analizować i brać to, co cenne, co należy do całości objawienia Boga w Biblii. Nakrywanie chustami głów przez kobiety podczas modlitwy bym sobie np. odpuścił ;)

klasyk pisze...

Tymoteusz wyjaśnij proszę w jaki sposób izoluje się od Boga ten kto nie chce oddawać czci zmarłym ludziom, takim jak matka Jezusa, lub też krytycznie odnosi się do instytucji Kościoła Katolickiego? Bo ja nie widzę związku. Bynajmniej nie utożsamiam Kościoła Katolickiego z Kościołem, którego głową jest Jezus Chrystus.

Anonimowy pisze...

Drogi Tymoteuszu,

Cieszę się, że bronisz wspólnoty kościelnej. Ludzie muszą się wspierać i sobie pomagać na różne sposoby, aby ich szatan nie zwiódł. Dlatego prowadzimy długie i cierpliwe rozmowy przedstawiając spokojne argumenty. W przeciwnym wypadku - pobilibyśmy się i krzyczeli na siebie.

Zaś w tekście pisanym znakiem krzyku jest znak wykrzyknienia (!) zwany błędnie wykrzyknikiem. Wykrzykujesz więc tu na nas (masz ze 6 takich znaków), Tymoteuszu, a argumentów od ciebie nie słychać... Popraw się i napisz coś bez krzyku i bez tego egoistycznego słowa "tylko". "Tylko my, tylko ja, tylko moje itd."

No i te "wiadome siły" to, Tymoteuszu, wyraz Twojego lęku i Twej niepewności. Po prostu krzyczysz, gdyż boisz się, że jakieś zagrażające Ci siły zniszczą twoje jedyne ego. Nie bój się niczego, my Cię akceptujemy niezależnie od tego, z jakiego kościoła pochodzisz. Jeśli szukasz Boga - to Go znajdziesz

Z szacunkiem
Ryszard

Anonimowy pisze...

Droga Lauro,

Dziękuje Ci za to, że swą wypowiedzią potwierdziłaś omylność tekstu biblijnego. To bardzo ważna kwestia - czy ktokolwiek poza Bogiem, może być nieomylny. Również i klasyk zdaje się potwierdzać ten pogląd. Biblia jest pomocna, ale to Bóg jest niewzruszoną Opoką. A że jest blisko każdego, łatwo-dostępny, to w szczerości serca każdy może poznać Jego Prawdę.

Jedyną przeszkodą są bożkowie, którzy występują w rożnych formach, udając, że są jedyni, nieomylni i wyjątkowo nadający się do zaspokojenia naszych potrzeb.

Ryszard

Anonimowy pisze...

Kościół katolicki to Polska,Polska to Kościół katolicki.W innym wypadku nie ma już Polski.(ministrant)

klasyk pisze...

Potwierdzam omylność tekstu biblijnego :) Co nie zmienia faktu, że wierzę czy też właściwie nawet doświadczyłem tego, że jest w nim zawarte objawienie Boga. Dlatego warto czytać Biblię, jednak w mojej opinii, żeby zrozumieć jej duchowe przesłanie, kluczowa jest relacja z Bogiem, przez Jego Ducha. Sama znajomość tekstu Biblii, różnorakich wersetów i wiara w doktryny w nią wczytane i przez to niejako uświęcone, nie zastąpią duchowego poznania Boga. Ja wierzę, że Jezus właśnie po to przyszedł, by dać nam możliwość bezpośredniej relacji z Ojcem, podobnej do tej którą sam miał, a nie tylko kolejną świętą księgę.

PS z powodu takich właśnie komentarzy ludzi, którzy albo chcą ośmieszyć katolicyzm, albo mają odrobinę wąskie horyzonty, ograniczyłem możliwość komentowania do posiadających login. Okazało się to skutecznym zabiegiem. Czy możesz Ryszardzie założyć konto google, byśmy mogli wrócić do tego "filtra" i uniknęli zaśmiecania bloga bezwartościowymi wpisami?

Anonimowy pisze...

OK, zarejestruję się w Google. Niechętnie zapisuję się do partii i to największej na świecie, ale w tym tygodniu Google zostały pokonane przez Facebooka. Więc jest to partia druga na świecie. Wiedzą wszystko o wszystkich:) Ryszard

Ryszard pisze...

To jest wpis po mojej rejestracji. Testowy.
Zbieranie doświadczeń. Cenzurować wpisy na stronie "bez dogmatu" czy dać robić komuś robić śmietnik z bloga. Muszę przyznać, że twój blog jest wysoce uporządkowany i perfekcyjny językowo. Potrzeba tu rzeczowej rozmowy. Więcej nie chcę już pisać na tematy techniczne, bo to przecież merytoryczny post IVAH. Pozdrawiam klasyka oraz IVAH.

Ivah pisze...

Co do czytania Biblii, czy patrzenia na świat wogóle, znam świetną chińską myśl: "Jeżeli zaś zaczynamy wartościować to, co poznajemy, to pozbawiamy się możliwości obiektywnego poznania."

:)
Dobrego dnia i witam Cię Ryszardzie w społeczności google :D

Anonimowy pisze...

Gdym był dziecięciem, mówiłem jako dziecię, myślałem jako dziecię, rozumiałem jako dziecię, lecz gdym się stał mężem, zatarłem te rzeczy, które dziecinne były. 1 Kor 13,11

Ten fragment jest jak wiemy w pewnym kontekście ,a wiec hymnu o miłości o ile pamieć mnie nie myli. W związku z tym mam tu pewne problema.
Po pierwsze czy Jezus nie powiedział, że to własnie do nich należy królestwo Chrystusowe - pozwólcie dzieciom przyjść do mnie, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Zatarcie granic w tej perspektywie może objawiać się jako nie odpowiedzialność wynikająca z dojrzewania ale zaniechanie kultywowania tego z czym się rodzimy. Zakończenie Hymnu tymi słowy brzmi prawie jak wyrzut. Wyzbycie się czegoś pięknego. Cała ta naiwność i wiara z biegiem lat leci do kosza. Uczymy się świata internalizując go, tymczasem rodząc się mamy w sobie co innego - nazwijmy to iskra Bożą. Wydaje się, że naiwność która przepełnia dziecko jest owocem zaufania i .. wiary w świat oraz ludzi czyli ma podłoże metafizyczne w przeciwieństwie do wiedzy która czerpie z fizyki mając charakter racjonalny. Dlatego dziecko niejednokrotnie bywa ofiarą wielu przykrych zdarzeń. Dziecko postrzega świat intuicyjnie. Kocha bezinteresownie, wierzy w jedna jedyną miłość w swoim życiu, niejednokrotnie obwinia się za winy innych, przeżywa konflikty, potrafi się dzielić z innymi, jest otwarte można wymieniać bez końca. W takiej rzeczywistości nie ma rzeczy niemożliwych przypominacie sobie swoje pierwsze jazdy na rowerze? Z dzisiejszej perspektywy to nic wielkiego ale dziecko jest pełne podziwy dla kogoś, kto wsiada na 2 kołowy pojazd i zachowując pionowa pozycje pokonuje kolejne kilometry. I samo wsiada pomimo braku umiejętności, rozbija sobie kolana ale nie poddaje się. Trud zmienia w wyzwanie odnajdując radość w drodze do celu. Paradoksalnie naiwność, brak wiedzy może się okazać upragnionym zbawieniem bo fundamentem życia dziecka jest ... wiara :) tu nie ma czarnych i żołtych, nie ma katolików, arian, zielonoświątkowców, tu nie ma nienawiści ze względu na cechy fizyczne psychiczne czy przekonania zmieniające się w ideologie w dorosłym umyśle. A teraz wyobraźmy sobie nasze życie w odwrotnej kolejności - rodzimy się mając 80 może 90 lat - umieramy w wieku zero - czy jesteśmy bliżej Boga? :)

Prześlij komentarz