W poprzednim poście dotyczącym funkcji czasu dwie sprawy wydają mi się szczególnie warte podkreślenia.
Po pierwsze najważniejsze jest teraz.
Po drugie nie należy pozwolić uwięzić się w przeszłości.
Jak łatwo zauważyć są one ze sobą ściśle powiązane i wynikają jedna z drugiej.
Dlaczego teraz jest najważniejsze? Bo tylko przeżywając obecną chwilę możliwe jest, by człowiek dotknął wieczności.
Bardzo się ucieszyłem, kiedy trafiłem w Kursie Cudów na fragment mówiący o czasie w taki sposób, bo od dawna miałem podobne doświadczenia i refleksje na ten temat. Faktycznie zanurzając się głęboko w teraz można odczuć wieczność, a nawet poczuć ją w sobie. Wydaje mi się, że tego wymaga również każdy akt prawdziwej kreacji, takiego zejścia w wieczność, zaczęrpnięcia wolności i odbicia się w czas z czymś już nowym.
Teraz patrząc z drugiej strony, zgadzam się ze stwierdzeniem, że doświadczanie teraz jest możliwe, jeśli się uwolnimy od przeszłości. Nasze wyobrażenia na temat tego kim jesteśmy i świata, który nas otacza bazują przecież na doświadczeniu, które jest już obecnie przeszłością. Na co dzień przydaje się ono jako punkt wyjścia dla reakcji i działania, ale zbytnie zapatrzenie się w tył potrafi przysłonić chwilę obecną i możliwości, które stwarza. To tak z praktycznego punktu widzenia.
Natomiast ujmując zagadnienie czasu bardziej ogólnie pozwolę sobie stwierdzić, że... jesteśmy wieczni :)
Można się o tym przekonać doświadczalnie, poprzez kontemplacje teraz w formie medytacji, refleksji, twórczości, wysiłku fizycznego, czy jakiejkolwiek innej czynności, byle by była ona wykonywana, nie wiem jak to określić, "z całym sercem"? przy pełnej koncentracji? przy skupieniu na tyle głębokim, by dotrzeć do jej źródła, które jest w wieczności?
Skoro tak się rzeczy mają, to co ja właściwie tu jeszcze robię?
Moje doświadczenie wieczności rodzi we mnie nad wyraz pozytywne emocje, natomiast codzienność, no cóż, oględnie mówiąc nie zawsze.
Być może potrzebuję jeszcze przejawiać się w czasie, by się czegoś nauczyć. Albo problem jest dużo bardziej prozaicznej natury - zwyczajnie nie potrafię się jeszcze z okowów czasu permanentnie wyrwać.
Byle bym tę umiejętność przyswoił jeszcze przed śmiercią ciała, choć jeśli faktycznie jestem wieczny, to czym się przejmować? W końcu musi się udać!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz