Wiara jest jednym z pojęć nieustannie przewijającym się w Biblii i naukach chrześcijańskich. "Wiara czyni cuda", "przez wiarę w Jezusa Chrystusa otrzymujemy zbawienie", "ludzie małej wiary", "mieć wiarę" czy też wreszcie "wiara bez dogmatu" to tylko przykłady jego użycia.
Z częstości jego występowania w Biblii, jak i istotności roli jaką pełni w danych kontekstach, wysnuwam wniosek, że jest to termin dla zrozumienia nauki Jezusa kluczowy.
Problem w tym, że Biblia nie podaje definicji pojęć w niej użytych, w takim słownikowym rozumieniu jak my zwykliśmy je wyjaśniać. Pewnie dlatego, że my dzisiaj porządkujemy świat za pomocą systemu myślowego rozwiniętego na bazie greckiej filozofii, w skrócie rzecz ujmując - teoretyzujemy. Natomiast Hebrajczycy nie czynili tego, jeśli chcieli przekazać jakąś naukę, opowiadali historię. Tylko czy my dzisiaj po 2 tys lat zmian mentalno-kulturowych potrafimy je odczytać? Jest to pytanie natury filologicznej i być może nieistotne dla ludzi traktujących Biblię literalnie jako Słowo Boże. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że szczerość i nie uciszanie wątpliwości daje owoc w postaci odpowiedzi na pytanie. Postawię, więc rzeczone pytanie: Czym jest owa wiara? Czy chodzi o zwykłe zaufanie, czy o coś więcej?
Powiem szczerze, że praktykując jako katolik, czy następnie protestant do końca nie rozumiałem czym jest wiara. Wyjaśnienia, które otrzymywałem w chrześcijańskich kościołach nie wnosiły światła w moje rozumienie, nie dawały tej pewności, która towarzyszy prawdziwemu poznaniu. Co gorsza, w pewnym momencie zacząłem nawet zauważać, że rozmycie znaczenia tego pojęcia sprawia, iż kapłani chrześcijańscy czynią delikatne sugestie, że wierzyć należy przede wszystkim (jak) ślepo, nie zadając pytań (komu) postanowieniom hierarchii kościelnej, doktrynie opartej o wyrwane z kontekstu wersety biblijne, lub bezpośredniemu autorytetowi danego "sługi bożego".
Prawdziwe zrozumienie tego czym faktycznie jest wiara, przyszło do mnie dopiero po zapoznaniu się z doświadczeniem ludzi poszukujących rzeczywistości duchowej z innych tradycji kulturowych.
Dostrzegam w tym praktyczny i bardzo smaczny owoc otwarcia się i skonfrontowania z niechrześcijańskimi systemami religijnymi. Takie otwarcie się czynione mądrze pozwala pogłębić i ożywić na nowo własne duchowe zrozumienie. Polecam.
Spróbuję przekazać wam zwięźle moje poznanie wychodząc od fragmentu z Mt 17, 14-21.
"Po powrocie do tłumu, podszedł do Niego pewien człowiek, upadł przed Nim na kolana i prosił: Panie, zmiłuj się nad moim synem. Ma ataki padaczki. Strasznie cierpi. Często wpada do ognia i wody. Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie byli w stanie go uzdrowić. Jezus odpowiedział: O, rodzie bez wiary, przewrotny! Jak długo z wami będę? Jak długo będę was znosił? Przyprowadźcie mi go tutaj. Gdy to uczyniono, Jezus skarcił demona i ten wyszedł. Od tej pory chłopiec był zdrowy. Na osobności natomiast podeszli do Jezusa uczniowie i zapytali: Dlaczego my nie byliśmy w stanie wypędzić demona? Z powodu waszej małej wiary - wyjaśni. - Zapewniam was bowiem, gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy i powiedzieli tej górze: Przenieś się stąd tam - przeniesie się. Nic nie byłoby dla was niemożliwe. Lecz ten rodzaj demonów wychodzi tylko za sprawą modlitwy i postów."
Zacznijmy od końca, czyli od modlitwy i postów. Jezus mówi, że demon nie wyszedł z powodu małej wiary, a potem, że wychodzi tylko za sprawą modlitwy i postów. Jaka w tym logika? Cóż połączmy te dwie rzeczy w taki sposób: uczniowie mieli małą wiarę ponieważ za mało praktykowali modląc się i poszcząc. Dlatego nie byli w stanie uzdrowić chłopca, a Jezus dał radę. W ten sposób dowiadujemy się jak wiarę rozwijać, ale nie czym ona jest.
Jezus jednak przy okazji karcenia uczniów próbuje im zobrazować znaczenie wiary. Streszczając można by je ująć jako totalna kontrola nad rzeczywistością świata materialnego. Brzmi to wręcz szalenie, ale to właśnie powiedział Jezus i nie tylko powiedział, bo udowadniał również czynami uzdrawiając z chorób, chodząc po wodzie, rozmnażając wino, chleb, rybki i ostatecznie wskrzeszając siebie samego. Choć nie było to istotą jego działalności, bo było nią nawoływanie do przebaczenia sobie, do rozpoznania, że jesteśmy bez żadnej winy. Ale do tego również niezbędna nam jest wiara.
Dlaczego mający wiarę może rozkazywać górom? Bo rozpoznał on już dzięki otworzeniu oczu na Prawdę podczas swojej duchowej praktyki, że jest zjednoczony z wiecznym i doskonałym Stworzycielem tej góry. To poznanie przyjęte nie teoretycznie, ale przeżyte bezpośrednio i zaakceptowane, uświadamia człowiekowi, że wcale nie jest on uwięziony w tym świecie, ciele, czasoprzestrzeni. W Hinduizmie jest to określane jako uwolnienie się z koła Samsary, czyli ciągle zmieniającego się świata zjawisk (świat zmysłowy) i przejście w stan Nirwany, czyli wiecznego życia w doskonałej harmonii (życie w niebie). Obrazek przedstawiający koło Samsary umieszczam poniżej.
Jest w nim również mowa o ludziach, którzy chcąc nieść pomoc innym, postanawiają zostać w Samsarze sami będąc oświeceni (mając głęboką wiarę). W tym stanie, znając prawdziwą, wieczną i doskonałą naturę świata i swoją własną (choć właściwie to jedno i to samo) są oni w stanie wpływać na Samsarę i korygować nasze jej postrzeganie (bo świat, który widzimy tak naprawdę jest wytworem naszego umysłu, do czego dochodzi już zarówno filozofia jak i fizyka kwantowa). Dlatego Jezus był w stanie uzdrawiać chorych, bo jeśli faktycznie jesteśmy w wiecznej jedności z Bogiem, w wiecznej czyli poza czasem, to choroba musi być jedynie złudzeniem, jak każde cierpienie i niedoskonałość. Wystarczy dzięki praktyce duchowej rozwinąć w sobie wiarę, by otworzyć oczy na prawdziwą, duchową rzeczywistość.
Łatwo powiedzieć, wystarczy tylko duchowa praktyka. ;) Na nią składa się wiele elementów, żeby nie powiedzieć nawet, że całość życia. Ale warto zacząć od najprostszych form, po prostu zacząć i dać prowadzić się coraz głębiej. Na zachętę przypomnę słowa Jezusa, że jak się uda to "nic nie będzie dla was niemożliwego".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz